Cześć,
zaczyna się gra o dane. I to nie byle jakie — Twoje, Twojej marki i Twoich klientów. Meta właśnie ogłosiła, że planuje trenować swoje modele sztucznej inteligencji na publicznych danych europejskich użytkowników Facebooka i Instagrama. Tymczasem OpenAI (twórca ChatGPT) pracuje nad uruchomieniem własnej aplikacji społecznościowej z feedem opartym na treściach generowanych przez AI.
Obie te informacje zwiastują coś znacznie większego niż tylko „nowe funkcje”. To sygnał, że największe firmy technologiczne walczą już nie tylko o naszą uwagę, ale też o… nasz język, styl, sposób komunikacji — a nawet kreatywność. Wszystko po to, by zasilać algorytmy, które będą tworzyć treści szybciej, taniej i często... trafniej niż człowiek.
Co to oznacza dla marketerów, firm i reklamodawców?
Publiczne posty, komentarze, materiały wizualne — wszystko to może zostać wykorzystane do trenowania modeli, z których w przyszłości skorzystają również… Twoi konkurenci.
- Nowe platformy = nowe wyzwania.
Jeśli OpenAI rzeczywiście uruchomi społecznościowy odpowiednik TikToka z feedem generowanym przez AI, trzeba będzie przemyśleć na nowo sposób tworzenia treści. Jak zaprojektować komunikację, która nie zginie w morzu perfekcyjnie spersonalizowanych, automatycznie tworzonych materiałów?
- Autentyczność i prywatność zyskają na wartości.
Użytkownicy coraz bardziej świadomie wybierają marki, które nie tylko przyciągają uwagę, ale też szanują ich dane. Komunikacja jednostronna, bazująca wyłącznie na działaniach performance’owych, może po prostu przestać działać.
Meta zapewnia, że wykorzysta jedynie publiczne treści (posty, komentarze, polubienia) z pominięciem wiadomości prywatnych. Ale czy to wystarczy, by rozwiać obawy? Dla marek oznacza to realne ryzyko: ich przemyślana komunikacja, stworzona z myślą o określonym kontekście, może trafić do zbiorów treningowych i — pośrednio — wspierać tworzenie treści dla innych, także dla konkurencji. A co, jeśli AI zacznie nieświadomie „odtwarzać” branding, styl komunikacji czy insighty konkretnych firm?
W efekcie marketerzy mogą stopniowo tracić kontrolę nad tym, co kiedyś wyróżniało ich markę — oryginalny ton, język, narrację.
A teraz dodajmy do tego koncepcję aplikacji społecznościowej OpenAI. Czy użytkownicy rzeczywiście będą chcieli scrollować feed tworzony przez AI? Z jednej strony brzmi to abstrakcyjnie — z drugiej, już dziś spędzamy godziny w aplikacjach, które podpowiadają nam, co oglądać, czytać i czym się interesować, bez refleksji nad tym, kto faktycznie stoi za treścią.
Jeśli taki projekt wypali, firmy zyskają zupełnie nowy kanał dotarcia — ale też nowego, nieprzewidywalnego konkurenta: treści generowane automatycznie, w czasie rzeczywistym, dopasowane do preferencji odbiorcy z precyzją, o której ludzki copywriter może tylko pomarzyć.
Świat mediów społecznościowych i sztucznej inteligencji zaczyna się przenikać w sposób, którego konsekwencje dopiero zaczynamy dostrzegać. Dla jednych to zagrożenie, dla innych szansa — ale dla wszystkich to moment, by strategicznie zastanowić się, jak reagować, a także, jak te zmiany realnie wykorzystać.