✉️
ProLetter

Cześć,

w zeszłym tygodniu do narzędzi w Ads Managerze, tuż obok znajomych opcji raportowania i analiz, dołączył nowy gość. Nazywa się Manus i nie jest kolejnym chatbotem, który podpowie nam, jak ustawić kampanię, tylko autonomicznym agentem, który ma ją za nas... zrobić.

Dla tych, którzy nie śledzą każdego ruchu Mety, Manus to technologia, przejęta przez giganta za ponad 2 miliardy dolarów. I choć wizja Zuckerberga sięga znacznie dalej – w stronę AGI i superinteligencji dostępnej dla każdego – to na razie z ciekawością (i znaczną dozą sceptycyzmu) patrzę, jak nowy agent wywróci naszą codzienną pracę do góry nogami.   

Z mojej perspektywy nadchodzą trzy rzeczy, które zmienią się bezpowrotnie:

  1. Przestajemy być wykonawcami. Dotychczasowe AI (choć w Meta na razie było to bardziej machine learning niż AI, które znamy z interfejsów czatowych) w reklamach (jak chociażby Advantage+) działały na zasadzie „podpowiem ci, a ty kliknij”. Generowały grafiki, podpowiadały teksty. Ale decyzja należała do nas. Manus to inna liga. To agent, który samodzielnie planuje i wykonuje zadania – od budowania raportów, przez analizę grup docelowych, a Meta obiecuje jeszcze więcej.

    Dla specjalistów od performance’u to zmiana paradygmatu. Stajemy się architektami procesu i strażnikami granic. Określamy cel, dajemy agentowi narzędzia (i budżet), a potem... patrzymy, co zrobi. I interweniujemy, gdy trzeba.
     
  2. Presja na szybkość rośnie wykładniczo. Meta musi udowodnić, że miliardy wydane na AI mają sens. Narzędzia wideo AI generują już 10 miliardów dolarów rocznego przychodu, rosnąc trzy razy szybciej niż reszta biznesu reklamowego. Teraz Manus ma zrobić to samo z optymalizacją i raportowaniem.

    Przewaga konkurencyjna przesunie się z tego, ile danych analizujemy, na to, jak szybko reagujemy na wnioski agenta. Jeśli Manus wygeneruje raport w 30 sekund, a my przeczytamy go w 5 minut, to nasz konkurent, który zrobi to w 4, ma przewagę. Brzmi absurdalnie, ale tak działa performance (i biznes w ogóle) w 2026 roku.
     
  3. W tym samym czasie, w którym Manus wszedł do Ads Managera, Similarweb ogłosił partnerstwo z Metą, by dostarczać agentom dane w formacie czytelnym dla maszyn. Manus nie będzie więc już tylko analizował naszych kampanii, a będzie je porównywał z rynkiem, trendami i zachowaniami konkurencji, a potem na tej podstawie podejmował decyzje.

    Jakość danych wejściowych i strategia staną się teraz ważniejsze niż kiedykolwiek. Agent może być genialny, ale jeśli dostanie złe założenia, wyprodukuje perfekcyjnie wykonaną, ale nietrafioną kampanię. Nasza rola przesuwa się zatem z „jak to zrobić” na „co chcemy osiągnąć i jakie są nasze granice”.


Czy Manus zabierze nam pracę?

Nie. Zabierze ją tym, którzy myśleli, że ręczne ustawianie kampanii i raporty w Excelu wystarczą na zawsze. Otworzy natomiast nowy rozdział dla tych, którzy po jednej stronie osi stawiają na jakościowe dane wpływające do systemu, a po drugiej – potrafią myśleć strategicznie, projektować procesy i zarządzać agentami jak ludźmi (tyle że szybszymi i bardziej analitycznymi).

Taki kierunek rozwoju był nieunikniony. Z kim mieliśmy okazję porozmawiać na konsultacjach na ten temat, ci wiedzą, że już od pewnego czasu zwiastowałem wizję, w której jako eksperci mamy coraz mniej przestrzeni na dokręcanie śrubek w konfiguracji kampanii, a coraz więcej na zagwarantowanie perfekcyjnej jakości danych, którymi zasilamy system w połączeniu z podejściem strategicznym i kreacyjnym. Meta postawiła wszystko na jedną kartę. Teraz czas na nas, byśmy wszyscy nauczyli się grać w tę nową grę. Kto tego nie zrozumie i się nie dostosuje, ten faktycznie zostanie bez pracy.

Awaria na X.

Skala problemu była znaczna. W poniedziałek Downdetector odnotował gwałtowny wzrost zgłoszeń, a niektórzy użytkownicy utknęli w pętli logowania bez możliwości dostania się do serwisu. Co ciekawe, awaria pociągnęła za sobą również Grok – chatbot AI zasilany danymi z platformy również przestał działać, pokazując, jak bardzo ekosystem X zależy od stabilności backendu. Najbardziej wymowne jest jednak milczenie. Mimo globalnego zasięgu problemu, X nie wydał żadnego oficjalnego komunikatu, nie podał przyczyn ani nie oszacował czasu naprawy. Dla platformy, która żyje z natychmiastowych informacji, ta cisza mówi więcej niż jakiekolwiek oświadczenie. X wraca więc do złych starych nawyków. Awarie nie są niczym nowym, ale brak transparentności i komunikacji z użytkownikami w sytuacji kryzysowej to prosta droga do utraty zaufania. Dla firm i twórców, którzy opierają swoją komunikację na X, to przypomnienie, że nie można stawiać wszystkiego na jedną kartę, zwłaszcza gdy ta karta bywa kapryśna. A dla samej platformy – kolejny dowód, że obietnice Elona Muska o stabilności i niezawodności rozmijają się z rzeczywistością.

Bluesky w końcu dogania konkurencję.

Bluesky wprowadza funkcję, na którą użytkownicy czekali od dawna – szkice postów. Od najnowszej aktualizacji v1.116 można wreszcie zapisywać robocze wersje wpisów i wracać do nich później, zanim trafią na główną tablicę. Mechanizm jest prosty i intuicyjny: podczas tworzenia posta wystarczy kliknąć Anuluj, a aplikacja zapyta, czy chcemy zachować treść jako szkic. Można też skorzystać z dedykowanego przycisku Szkice obok pola publikacji. Wszystkie zapisane robocze wpisy gromadzą się w jednym miejscu, gotowe do dokończenia lub skasowania. To pozornie drobna zmiana, ale dla społeczności Bluesky ma znaczenie symboliczne. Platforma, która w ciągu ostatniego roku urosła z 25 do 41 milionów użytkowników, wciąż doganiała konkurencję w podstawowych funkcjonalnościach. X i Threads mają szkice od dawna, a firma w styczniowym wpisie na blogu otwarcie przyznawało, że to jedna z zaległości do odrobienia. Bluesky dorasta i systematyzuje swoją ofertę, nie tracąc przy tym impetu wzrostu. Dla użytkowników to komunikat, że platforma słucha i stopniowo uzupełnia podstawowe narzędzia, które na innych serwisach są standardem. Do tego staje się coraz poważniejszym graczem, na którym można budować obecność bez obawy o brak kluczowych funkcji. Pytanie tylko, czy to wystarczy, by utrzymać dynamikę wzrostu w starciu z lepiej wyposażonymi rywalami.

LinkedIn pakuje wszystko w jeden abonament.

LinkedIn wprowadza nową ofertę subskrypcyjną skrojoną pod potrzeby małych firm i samozatrudnionych. Premium All-in-One to pakiet, który w jednym miejscu łączy narzędzia do sprzedaży, marketingu i rekrutacji, oferując przedsiębiorcom scentralizowany pulpit nawigacyjny z podpowiedziami, co robić dalej. Nowy abonament odpowiada na wyraźny sygnał z rynku – trzy czwarte właścicieli małych firm uważa, że budowanie marki jest kluczowe dla osiągnięcia celów. LinkedIn daje im więc narzędzia, które mają ten proces ułatwić. W pakiecie znalazły się m.in. codzienne podpowiedzi dotyczące potencjalnych klientów, asystent AI do personalizacji wiadomości oraz dodatkowe środki na promowanie postów. Pierwsze testy pokazują, że narzędzia prospectingowe mogą zwiększyć wskaźnik odpowiedzi nawet o 60%, a firmy korzystające z pakietu odnotowały średnio 57% wzrost liczby obserwujących i 40% więcej wyświetleń profili. LinkedIn postrzega swoją rolę w ekosystemie małego biznesu – nie tylko jako miejsce do publikowania ofert pracy, ale jako kompleksowe centrum operacyjne dla firm, które chcą profesjonalnie zarządzać swoją obecnością, sprzedażą i rekrutacją. Dla naszej branży to sygnał, że LinkedIn staje się platformą, na której można załatwić coraz więcej spraw biznesowych bez wychodzenia z aplikacji. Pytanie tylko, czy małe firmy będą gotowe zapłacić za tę wygodę i czy nowy pakiet nie okaże się zbyt rozbudowany dla tych, którzy potrzebują tylko wycinka funkcji.

X ponownie wypowiada wojnę botom.

Nowe narzędzia mają skuteczniej wykrywać boty napędzane sztuczną inteligencją oraz niepożądany scraping danych. Firma zapowiada bezwzględne egzekwowanie zasad, jeśli konto nie generuje prawdziwych, ludzkich interakcji, może zostać zablokowane wraz z całym powiązanym ekosystemem. Zaostrzenie polityki to bezpośrednia odpowiedź na rosnący problem botów kryptowalutowych i automatycznych kont zalewających platformę spamem. Szef produktu X, Nikita Bier, zapowiada, że nawet eksperymentalne podłączanie botów bez zgody platformy będzie skutkować karą. Wyjątkiem ma być oficjalne API, ale i tu X zaleca na razie wstrzemięźliwość. Ironią losu jest to, że walka z botami to obietnica Elona Muska z czasów przejmowania Twittera, która jak dotąd nie przyniosła spektakularnych efektów. Co więcej, wiele doniesień wskazuje, że za jego rządów problem się nasilił. Jeśli kolejna próba oczyszczenia powiedzie się, może poprawić jakość interakcji dla prawdziwych użytkowników i zwiększyć wiarygodność danych, które X dostarcza do trenowania modeli AI (w tym Groka). Dla marek i twórców oznacza to powrót do bardziej naturalnych warunków konkurowania o uwagę, bez sztucznie windowanych metryk. Jeśli jednak akcja okaże się nieskuteczna, X utrzyma reputację platformy, gdzie boty mają się lepiej niż ludzie.

LinkedIn wypowiada wojnę automatom w komentarzach.

Linkedin zaostrza walkę z falą sztucznego zaangażowania, która zalewa platformę. Tym razem celuje w zautomatyzowane komentarze wrzucane przez zewnętrzne skrypty i wtyczki, bez udziału człowieka. Nowe mechanizmy wykrywania pozwolą platformie identyfikować wpisy generowane maszynowo i usuwać je z domyślnego widoku Najbardziej trafne, który jest pierwszym, co widzi użytkownik wchodzący w dyskusję. Automatyczne komentarze mogą też zostać ograniczone wyłącznie do sieci osoby komentującej, a w przypadku uporczywego łamania zasad konto może zostać zablokowane. To cios wymierzony przede wszystkim w engagement pody – zorganizowane grupy, które sztucznie podbijają sobie nawzajem zasięgi. Dotąd ich działalność wypychała prawdziwe, wartościowe treści na dalszy plan, fałszując obraz tego, co naprawdę istotne dla społeczności. LinkedIn wyraźnie idzie w stronę oczyszczania platformy z cyfrowego szumu. Dla uczciwych twórców i marek to dobra wiadomość – ich treści mają szansę być oceniane na podstawie realnego zaangażowania, a nie sztucznie podbitych metryk. Dla firm to przypomnienie, że w budowaniu autorytetu na LinkedIn nie ma skrótów. Algorytm uczy się odróżniać prawdziwą interakcję od automatu, a próby oszukania systemu mogą skończyć się banem i utratą wiarygodności.

Meta wpuszcza Manus AI do reklam.

Meta uruchamia integrację Manus AI w swoim systemie reklamowym. Reklamodawcy korzystający z Ads Manager mogą już testować narzędzia oparte na sztucznej inteligencji pozyskanej przez firmę w grudniu za 2 miliardy dolarów. Manus, pierwotnie rozwijany jako zaawansowany asystent AI, trafia teraz w ręce marketerów w ramach sekcji Narzędzia w Menedżerze Reklam. Firma aktywnie promuje tę opcję wśród reklamodawców, widząc w niej bezpośrednią ścieżkę do monetyzacji swoich gigantycznych inwestycji w sztuczną inteligencję. Co konkretnie może zrobić Manus dla reklamodawcy? Na razie Meta mówi o możliwościach takich jak automatyczne tworzenie raportów, analiza grup docelowych i usprawnianie procesów reklamowych. W praktyce chodzi o to, by AI odciążyła specjalistów od żmudnych zadań, pozwalając im skupić się na strategii, a jednocześnie pokazała wymierną wartość technologii, na którą Meta wydaje rocznie dziesiątki miliardów dolarów. 

Seriale na Instagramie.

Instagram pracuje nad funkcją, która pozwoli twórcom publikować krótkie, odcinkowe dramaty bezpośrednio w aplikacji. W przeciwieństwie do TikToka, który na fali popularności “mikrodram” uruchomił osobną aplikację PineDrama, Meta stawia na integrację z głównym serwisem. Nowe seriale mają pojawiać się w dedykowanej zakładce na profilu twórcy, obok znanych już sekcji. Istotną różnicą jest model dystrybucji, ponieważ Instagram nie kopiuje logiki studyjnej produkcji, a oddaje narzędzia w ręce indywidualnych twórców. Co więcej, odcinki będzie można blokować za opłatą subskrypcyjną, otwierając przed twórcami nową ścieżkę bezpośredniej monetyzacji. Równolegle platforma testuje AI do podmiany twarzy, pozwalające na kreowanie własnej podobizny z selfie i udostępnianie jej innym za zgodą. Jeśli funkcja wystartuje, Instagram może stać się pierwszym miejscem, gdzie pojedynczy autor konkuruje z produkcjami studyjnymi na równych prawach. I jeszcze na tym zarobi.

Nowa funkcja Dear Algo słucha, co mówisz.

Meta wprowadza na Threads przełomową funkcję, która odwraca tradycyjną logikę mediów społecznościowych. Zamiast biernie poddawać się algorytmowi, można teraz bezpośrednio nim sterować za pomocą zwykłych postów. Wystarczy napisać publicznie Dear Algo i dopisać, czego chcemy więcej lub mniej. System na trzy dni dostosowuje nasz feed do tej deklaracji. Co więcej, można podejrzeć, co inni każą swojemu algorytmowi i skopiować ich ustawienia jednym kliknięciem. Funkcja, dostępna na razie w USA, Australii, Nowej Zelandii i Wielkiej Brytanii, jest radykalnym odejściem od filozofii „algorytm wie lepiej”. Threads testuje model, w którym intencja użytkownika wyrażona wprost staje się silniejszym sygnałem niż analiza jego dotychczasowych zachowań. To jeden z najciekawszych eksperymentów w Social Media ostatnich lat. Jeśli się przyjmie, może zmienić sposób, w jaki myślimy o personalizacji treści. Zamiast uczyć maszynę naszych preferencji przez tygodnie klikania, wystarczy jej po prostu... powiedzieć. Dla marek oznacza to nową formę komunikacji, a umiejętność zainspirowania użytkowników do „zamówienia” tematów związanych z marką może stać się bardzo ważną kompetencją.

Animowane zdjęcia profilowe na Facebooku.

Facebook wprowadza zestaw nowych, kreatywnych narzędzi opartych na Meta AI, które mają ożywić najbardziej statyczne elementy platformy. Od teraz użytkownicy mogą animować swoje zdjęcia profilowe, dodając do nich efekty takie jak confetti, fale, serca czy imprezowe kapelusze. Wystarczy wyraźne zdjęcie twarzy, by w kilka sekund zamienić je w krótką, zapętloną animację. A to dopiero początek. Facebook rozszerza możliwości AI także na Stories i wspomnienia (Memories). Funkcja Restyle pozwala radykalnie zmieniać estetykę zdjęć – od anime po ilustrację, dostosowując nastrój, oświetlenie, kolorystykę, a nawet tło. Wystarczy wpisać odpowiednią komendę, by stara fotografia z wakacji zyskała zupełnie nowy, wykreowany przez AI charakter. Nawet zwykłe, tekstowe posty zyskują nowe życie – można im teraz nadać animowane tła (spadające liście, fale, motywy sezonowe), co ma zwiększyć ich siłę przyciągania w coraz bardziej wizualnym feedzie. To sprytny ruch Mety, która zamiast walczyć o nowe treści, stawia na odświeżanie i przedłużanie życia tego, co już istnieje. AI staje się narzędziem do ciągłego remiksowania wspomnień i tożsamości, zwiększając zaangażowanie bez konieczności tworzenia czegoś od zera. 

60 $ CPM w chacie GPT.

OpenAI oficjalnie rozpoczęło testy reklam w amerykańskim ChatGPT. Sponsorowane treści pojawiają się na dole odpowiedzi w darmowych wersjach, a pierwsze kampanie prowadzą już marki takie jak Williams Sonoma. Firma rozmawia wyłącznie z największymi reklamodawcami, wymaga minimum 200 tys. dolarów budżetu i CPM na poziomie 60 dolarów – tyle samo co telewizja premium. Kontroluje też każdą publiczną wzmiankę o testach, by nie stracić narracji w newralgicznym momencie. Największą niewiadomą pozostaje to, jakie dane analityczne dostaną reklamodawcy. Bez tego trudno będzie uzasadnić cenę porównywalną z Netflixem czy telewizją. OpenAI gra o status nowego, prestiżowego kanału reklamowego, a nie kolejnej wyszukiwarki. Test pokaże, czy kontekst konwersacyjny i autorytet asystenta AI są warte ceny premium, czy rynek zbuntuje się jak przy próbach Perplexity.

Dziękuję, że czytasz ProLetter!

Do następnego tygodnia! 👋
Jakub Jacek
Zdjęcie profilowe – Jakub Jacek
 
 
 
 

PS
Jeśli umknęło Ci poprzednie wydanie, możesz je nadrobić tutaj!
Meta tworzy świat bez ludzi. »