Cześć,
Pinterest od lat przyciąga uwagę jako źródło inspiracji i „ruchu z górnej części lejka” - użytkowników, którzy nie klikają „kup teraz”, ale skrupulatnie planują remonty, śluby, podróże czy zakupy sezonowe. Dotąd największym wyzwaniem dla marketerów było przełożenie tego intencyjnego, ale rozproszonego ruchu na konkretne, skalowalne wyniki sprzedażowe. Teraz, wraz z szerokim wdrożeniem narzędzia Performance+, Pinterest stawia odważny krok w stronę pełnoprawnej platformy performance’owej.
Automatyzacja kampanii, nowe opcje biddingowe oparte na ROAS i dynamiczna optymalizacja kreacji - wszystko to zapowiada Pinterest jako odpowiedź na systemy znane z Meta Advantage+ czy Google Performance Max. Jednak to, co wyróżnia Performance+, to obietnica połączenia algorytmicznej efektywności z kreatywną kontrolą - przynajmniej w teorii. Reklamodawcy zyskują dostęp do narzędzi automatyzujących konfigurację kampanii, ale równocześnie mogą precyzyjnie wykluczać grupy odbiorców, segmentować dane czy testować wersje promocyjne.
Brzmi kusząco: mniej manualnej pracy, większe oparcie na danych, szybsze testy kreacji i grup odbiorców. Wstępne wyniki wyglądają obiecująco - wzrost ROAS nawet o 15%, poprawa kosztów konwersji i narzędzia oparte na AI, które optymalizują nie tylko targetowanie, ale i kreację. Co ważne - Pinterest deklaruje, że nie zamyka nas w czarną skrzynkę algorytmu. Mamy możliwość precyzyjnego targetowania, wykluczeń i testów, co daje dużo większą kontrolę niż w typowych systemach typu „set it and forget it”.
Dla marek działających w e-commerce, retailu, beauty, home & deco czy travel - czyli wszędzie tam, gdzie użytkownik szuka inspiracji przed zakupem - to może być idealny moment, by dać Pinterestowi drugą szansę.
Czy to gamechanger? Niekoniecznie. Ale to z pewnością nowa okazja dla reklamodawców, którzy potrafią zintegrować kampanie z różnych ekosystemów i myślą o lejku sprzedażowym całościowo, a nie w silosach.